Logowanie do serwisu
WiGometr - Indeks Nastrojów Inwestorów
Czy wrzesień na gpw będzie ?
wzrostowy
spadkowy
horyzontalny

Głosuj

Zagłosuj aby zobaczyć wyniki ankiety.

Waluty-gospodarka

Koniec ERY franka. Czas strzyżenia baranów.

FRANK

 

Kiedy pisałem ostatni artykuł w maju na temat możliwości odwrócenia TRENDU na parze CHF/PLN nie spodziewałem się, że sprawy aż tak szybko nabiorą tempa. Niestety stało się i powoli następuje płacz i zgrzytanie zębów w wielu polskich domach. Na razie mało kto sobie jeszcze zdaje z tego sprawę tak samo jak było to w lipcu kiedy pisałem że mamy szczyt hossy. Ale w listopadzie ubiegłego roku to moim zdaniem byle rozgarnięty "gracz giełdowy" powinien widzieć już bessę chociaż media i analitycy trąbili jedynie o korekcie. Ale nie martwmy się. Jest światełko w tunelu dla biorących kredyt we franku.

Ostatnio pisałem w grupie zamkniętej że na GPW od października tego roku notowane są kontrakty na parę frank/złoty którymi można zabezpieczyć się przed ryzykiem kursowym w przypadku gdy ktoś ma kredyt we frankach. Kredyt we franku jest bardzo dobrym pomysłem bo póki co można korzystać z dobrodziejstwa niskiej comiesięcznej raty kredytowej. Ale ryzyko czai się w tym, że niska rata owszem jest okey ale co z tego skoro jeśli ktoś kto brał np. 100.000 kredytu we frankach 7 sierpnia kiedy frank kosztował 2 złote to w przeliczeniu na złote miał na dzień 7 sierpnia do spłaty 200.000 złotych a dzisiaj frank kosztuje 2.35 zł i w tej sytuacji do zapłaty jest to już kwota 235.000 zł. Gdyby frank wzrósł do 3 zł wtedy z wziętej kwoty kredytu robi nam się do spłaty zamiast 200.000 aż 300.000 zł.

Czy takie osłabienie złotówki jest możliwe ?

Nie przesądzałbym jeszcze ale moim zdaniem należy uznać to za wielce prawdopodobne. Pisałem o tym już kilka miesięcy wcześniej, że spodziewałem się osłabienia złotówki i właśnie ma to miejsce. Pytaniem na dzisiaj jest to czy osłabienie to ma charakter średnioterminowej korekty czy też jest odwróceniem trendu czyli początkiem długoterminowego osłabiania złotego. Na dzisiaj uczciwie mówiąc w sposób jednoznaczny nie można tego jeszcze moim zdaniem definitywnie jeszcze określić. Dopiero przekroczenie pewnych poziomów w ciągu najbliższych kilku tygodni czy miesięcy da nam taką odpowiedź. Rzecz w tym, że wtedy to może być już musztarda po obiedzie dla tych którzy dzisiaj mają już kredyty. A czy z fundamentów gospodarczych wynika taka ewentualność osłabienia złotówki ? Pan premier Tusk wzorem Pani Zyty twierdzi, że jesteśmy "wyspą spokoju" i o nic się nie musimy martwić. Kryzys jest gdzieś obok nas i trochę nas tam muśnie ale .... polska wieś spokojna :) Gdyby rzeczywiście pan premier tak myślał to współczułbym nam wszystkim. Dlatego jestem głęboko przekonany, że pan premier co innego myśli a co innego mówi, i rozumiem te intencje dla których to czyni.

Moim skromnym zdaniem osłabienie złotówki jest miną która wysadzi polską gospodarkę i sprawi, że kryzys zawita do nas w swojej krasie. Oczywiście zgadzam się, że nie tak jak w USA ale będziemy zaciskać pasa jak nie robilismy tego od czasów pewnie Jaruzelskiego. Ale spokojnie, nie od razu gdyż to może zacząć się dziać dopiero gdzieś tak za rok. Wystarczy, że frank wzrośnie do 3 zł a to rozsadzi spięte na klamry budżety domowe kilkuset tysiącom polskich rodzin. Połowie pomoże rodzina, kolejna część powyciąga zaskórniaki, weźmie dodatkowe zajęcia i przeżyje ale 1/4 może utonąć. Wtedy banki będą wrzucać na rynek mieszkania godząc się na ich sprzedaż za najniższą cenę po to aby szybko odzyskać swoje pieniądze. Wyrzucając na rynek tyle nieruchomości banki sprawią, że może on gwałtownie się załamać. A dlaczego mamy nie doświadczyć krachu na rynku nieruchomości skoro większość cywilizowanych gospodarek doświadczała tego wiele razy ? Nie wierzę, że ceny nieruchomości spadną u nas tak jak w Japonii - blisko 70 % ale jestem optymistą i uważam że taki 30 % spadek to kwestia całkiem realna. Większa podaż powoduje niższe ceny, niższe ceny, niższe WYCENY więc banki będą żądać większych zabezpieczeń ... i tak łańcuszek nakręca się sam.

Zazwyczaj jest tak, że w okolicach kiedy mamy zaawansowaną bessę na rynkach giełdowych to realna gospodarka wchodzi dopiero w pierwszą fazę kryzysu czyli jest to mniej więcej sytuacja z jaką mamy do czynienia obecnie.

Drugą rzeczą która może bardzo zaszkodzić naszej gospodarce i zadowolonemu rządowi który się o nic nie martwi i zapewnia, że wszystko jest cacy jest także osłabienie złotówki ale w kontekście do dolara. Na lata 2008 - 2012 przypadają spłaty największej części polskiego długu. Spłaty są w dolarach. Wystarczy, że odwróci się trend na parze dolar/złoty z czym aktualnie możemy mieć do czynienia i dolar wzrośnie do 4 zł a wtedy budżet będzie trzeszczał. Byłbym szczęśliwym wiedząc, że nasz światowiec kierujący MF zabezpieczył nasze płatności przed takim ryzykiem kursowym ale przyznam szczerze powątpiewam w takie działanie. Urzędnikom brak jest zazwyczaj wyobraźni i podstawową rzeczą którą respektują jest to aby każde działanie lub zaniechanie działania miało glejt na własną d.... na wypadek wpadki. Zapewne będziemy więc płacić za to my. W podatkach, w cięciach na budżetówce, służbie zdrowia i "w czapę" dostanie także zawsze dojna krowa czyli sektor msp który zamiast znosić złote jajka jest systematycznie skubany.

Wróćmy do franka. Jeśli osłabienie złotówki jest jednorazowym wyskokiem na tej parze walut to nie ma się czym martwić. Jeśli jest to jednak odwrócenie trendu to za rok za 1 franka możemy już płacić 3.50 i wtedy zamiast do spłaty 200.000 złotych musimy oddać bankowi 350.000 zł. Kiepski biznes dla kredytobiorcy. A doradcy nakręcali spiralę we frankach nie informując o ewentualnych skutkach brania kredytu w tej walucie. A w mediach było pełno mądrych głów które wskazywały w analizach tylko jeden element - element korzystnej raty. Było dobrze dopóki trend był friend. Dokładnie taka sama zasada przyświecała doradcom-sprzedawcom w czasie szczytu hossy kiedy agitowano na fundusze jako na pewny zysk. Wszyscy wiemy jak to się skończyło.

Nie łudźmy się - banki naganiały Klientów na kredytowanie we franku w ciągu ostatnich 2 lat na skalę masową. Od marca 2004 roku dla klientów biorących kredyt we frankach sytuacja była korzystna gdyż cały czas TREND franka był spadkowy względem złotówki. Ale mam podstawy podejrzewać, że mogło się to już na dobre skończyć. Od 5 sierpnia kiedy kurs wynosił 1.97 rozpoczęła się tendencja wzrostowa i trwa do dzisiaj. Czy można się było spodziewać takiej zmiany. Tak, można było i jak widać mój materiał z dnia 26 maja zatytułowany "Frank czy złotówka ? czyli pułapki kredytu hipotecznego" sugerował możliwość szybkiego nadejścia takiej właśnie sytuacji. Mało tego, proszę sobie przypomnieć jak 2 miesiące temu niektóre banki widząc, że frank zaczyna rosnąć, tworzyły REWELACYJNĄ ofertę pod "jeleni" na kredyt w jenie. Już nie będę wymieniał banków, wystarczy dzisiaj wpisać w google hasło i wyskoczą nam oferty wychwalające nowe możliwości. Jaki mamy efekt ? Później, w pewnym momencie jen umocnił się do złotówki o blisko 30 % a nabici w butelkę nawet nie mieli możliwości aby się przed dalszymi stratami zabezpieczyć. Pozostaje jedynie przewalutowanie i strata kolejnych 6-7 %. Mój znajomy twierdzi, że nic się wielkiego nie stało bo to była oferta skierowana do bogatszych klientów więc na biednego nie trafiło. Okey, ma rację ale to też dowód jak łatwo z bogatszych klientów zrobić typowych jeleni. Grubość portfela nie decyduje o wielkości i jakości mózgu. I dzięki Bogu.

 

Jak można się przed taką sytuacją zabezpieczyć ?

Można dokonać przewalutowania kredytu w banku. Koszt takiej operacji czyli wszystkie bankowe prowizje i opłaty - w zależności od banku - są wręcz bandyckie i wynoszą od minimum 4 do aż 8 % wartości całego kredytu. Jeśli zrobimy tylko 2 takie operacje w ciągu roku to mamy 15 % dodatkowych kosztów w plecy. To więcej niż bandytyzm. To prawdziwy rozbój w majestacie prawa.

Alternatywa pojawiła się nam nagle. Od października warszawska giełda wprowadziła notowania kontraktów terminowych na parę frank/złoty. Wartość jednego kontraktu odpowiada kwocie 10.000 franków. Czyli jeśli ktoś wziął 100.000 franków kredytu to aby się zabezpieczyć przed tą tragedią powinien otworzyć 10 pozycji długich na CHF/PLN. Czyli "postawić" na wzrost wartości franka względem złotówki. Taką pozycję można trzymać aż do wygaśnięcia danej serii kontraktów. Są 4 serie kontraktów które wygasają systematycznie co kwartał. I w związku z tym takie zabezpieczenie trzeba odnawiać.

Bieżąca seria kontraktów oznakowana jest następująco: FCHFZO8 i jest to seria wygasająca w grudniu. Kolejne serie mają następujące oznaczenia. Seria marcowa - H, seria czerwcowa - M, seria wrześniowa - U.

Koszt otwarcia jednego kontraktu w porównaniu do przewalutowania w banku jest wręcz nieporównywalny i wynosi w zależności od domu maklerskiego od 1 do 9 zł. czyli zakup 10 kontraktów wiąże się z wydatkiem niecałych 100 zł. Dodatkowy koszt to spread który w zależności od sytuacji rynkowej - zleceń kupna i sprzedaży może wynosić 50 punktów ale też nie jest to znaczący ubytek. Inną formą zabezpieczenia kredytu są opcje walutowe.

Co jest potrzebne do tego aby móc dokonywać takie operacje ? Konieczne jest otwarcie rachunku w domu maklerskim. Niestety nie może to być jakiś wynalazek quasi rachunek maklerski typu mbank czy multikonto ale rachunek maklerski w jakimś sensownym domu maklerskim, nie zagranicznym i na dodatek takim który dzisiaj ma szansę nie upaść.

Uwaga kupując 1 kontrakt nie musimy mieć 10 tysięcy franków. Kontrakt opiera się na zasadach dźwigni finansowej i po to aby go kupić wystarczy depozyt zabezpieczający w wysokości 8,5 % z tej kwoty czyli zaledwie 1.700 zł licząc franka po 2 zł jak przyjęliśmy na początku. Oczywiście ta kwota powinna być nieco wyższa gdyż krótkoterminowe wahania kursu mogą "podjadać" część depozytu więc aby go nie uzupełniać trzeba asekurancko dodać trochę gotówki na górkę i winien on wynosić nieco ponad 2000 zł.

Co w takiej sytuacji się dzieje jeśli wzięliśmy te 100.000 kredytu we frankach po 2 zł. i po cenie 2 zł założyliśmy sobie np. 10 kontraktów zabezpieczających przed ryzykiem kursowym. Załóżmy, że dzisiaj kurs franka wynosi 3 zł to winni jesteśmy bankowi 200.000 zł kredytu + 100.000 ekstra z tytułu bycia jeleniem - czyli ryzyka walutowego co nam daje do spłaty łącznie 300.000 zł (pomniejszone o kilka miesięcy spłaty).

Kiedy trzeba zakładać takie kontrakty zabezpieczające nasz kredyt ? Można w momencie wzięcia kredytu ale moim zdaniem najlepiej wtedy gdy są techniczne sygnały osłabienia złotówki. Latem takie sygnały były i pisałem o tym przezornie ostrzegając o takiej ewentualności. Potwierdziło się to w ciągu ostatnich 2 miesięcy. Czy frank będzie się dalej umacniał ? Moim zdaniem tak. Czy warto zrobić dzisiaj zabezpieczenie ? Moim zdaniem nie gdyż teraz akurat mamy korektę ostatnich wzrostów i dopiero po tej korekcie jak rynek wykazywał będzie sygnały kontynuacji osłabiania polskiej waluty należałoby podjąć decyzję o takim zabezpieczeniu gdyż każdy kolejny wzrost winien być coraz wyższy jeśli mamy do czynienia ze zmianą trendu. Dla swoich klientów na bieżąco w grupie zamkniętej podaję poziomy wsparć i oporów przy których można dokonywać wejścia i wyjścia z rynku. Ostatnio podana strefa 2.30-2.40 zatrzymała nam w tej chwili właśnie wzrosty franka i aktualnie spodziewam się korekty na tej parze. Na korekcie należy - jeśli uznamy że sytuacja umacniania franka ma być kontynuowana - odnowić swoje pozycje zabezpieczające. Taka aktywniejsza forma zabezpieczania w oparciu o średnioterminowe sygnały może sprawić, że o ile się nie będę mylił w podawaniu sygnałów zwrotnych - z operacji takich osoby zabezpieczające się mogą uzyskać dodatkowe profity pozwalające nie tylko na ochronę ryzyka ale i na wcześniejszą spłatę zadłużenia.

Jeśli przy naszym kredycie 100.000 franków założyliśmy 10 kontraktów na osłabienie złotówki to zarobiliśmy w tym samym czasie 100.000 złotych co daje nam równowartość na stracie z tytułu ryzyka kursowego w banku. Musimy to pomniejszyć o koszty związane z zakupem 10 kontraktów w domu maklerskim i o koszty otwarcia rachunku maklerskiego - od 10 do 50 zł.
Jednym słowem to co tracimy w banku - zyskujemy na kontrakcie.

Czy warto więc brać kredyty we frankach ? Moim zdaniem warto - ale trzeba to robić z głową, trzeba robić to lepiej niż robią to na Świętokrzyskiej.


Grzegorz Nowak


Niezależny Doradca Finansowy
www.amerbroker.pl


13 października 2008 roku

Dla graficznego porównania spójrzmy na wykres i zobaczmy gdzie znajduje się kurs na parze frank/złoty w relacji do zaprezentowanego przez mnie wykresu z 26 maja ostrzegającego o możliwości zmiany trendu.

 

 



Dodaj komentarz

Podpis  
Dołącz obraz (jpg, png, gif)